lis 26 2002

refleksja...


Komentarze: 2

Usłyszałem kiedyś, że jeśli ktoś nagle przestaje być twoim przyjacielem to tak naprawde nigdy nim nie był... Podejrzana sprawa, generalnie! Nie narzekam na brak przyjaciół, wręcz przeciwnie, czasami mam wrażenie, że jest ich zbyt wielu, żeby każdemu dogodzić, z każdym się spotkać. Tylko mi się nie obrażać! Gdybym chciał (ale nie chcę) to mógłbym ich podzielić na kolka kategorii. Taki dajmy na to Martinez, z którym widuje się zdecydowanie zbyt rzadko (raz, góra dwa razy w roku) jest moim zdecydowanie najlepszym przyjacielem, co zresztą wielokrotnie zostało już dowiedzione! Nie ważne jak długo się nie widzimy, jak tylko się spotkamy to nastepuje ciąg dalszy ostatniego razu... To dopiero akcja, co? Ale tak właśnie jest, co mnie ogromnie cieszy! Nigdy mnie nie zawiódł i mam nadzieje, że ja jego też, choć jego mama może mieć w tej kestii inne zdanie :) Reasumując, są przyjaciele i przyjaciele. Ludzie się zmieniają, wiadomo, każdy bez wyjątku. O jednych się zapomina, przychodzą nowi... Ale Ja i Martinez mimo zmian, odległości i innych nie sprzyjających warunków (jego mama...) trzymamy się razem i trzymać się będziemy! I basta! 

E -  Element układanki... mała cząstka całości. Energia, którą życie z nas wysysa, ale i którą dają nam miłość... Na koniec elektryczność, użyteczny wynalazek, pomyślcie czy wyobrażacie sobie życie bez niego?

emteka : :
Noiro
27 listopada 2002, 23:14
hmmm... nie bierz tego zanadto do siebie, ale te Twoje wynurzenia na temat Martineza zalatuja troche gejem... :)
zuza
27 listopada 2002, 12:57
filozof od siedmiu bolesci... infantylny ten twoj blog

Dodaj komentarz